To tylko nieliczne tytuły artykułów na popularnych serwisach w internecie. Telewizja i radio także trąbią o sytuacji na giełdzie. Istotnie, ostatnimi czasy na giełdzie nie jest może za wesoło (chyba, że ktoś ma postawione shorty na FUT'kach (1)), ale jest to coś naturalnego. Jak po nocy przychodzi dzień, tak po wzrostach spadki.. po części parafrazując Budkę suflera.
To co media robią w głowach drobnicy (2) to przechodzi ludzkie pojęcie. Telewizje, radia, gazety oraz serwisy internetowe mówią o bessie, o gigantycznych stratach, o masowych wycofywaniach przez ludzi swoich oszczędności z funduszy inwestycyjnych. TFI oraz agencje pośrednictwa finansowego od kilku dni dostają wyłącznie zlecenia wykupu jednostek, czasami konwersji. Zleceń kupna nie ma - a szkoda.
Normalność podpowiada, że lepiej jest kupować po cenie promocyjnej, a nie w momencie gdy cena jest wysoka - chyba, że mamy do czynienia z efektem snobizmu. W około połowie ubiegłego roku wszędzie można było spotkać reklamy TFI, chwalących się, że za poprzednie lata zarobiły po kilkaset procent. Dodając ustawowe, że istnieje ryzyko spadku i utraty części środków - ale kto by tego słuchał - każdy chce zyskać, a o stracie nie chce słyszeć. Problem w tym, że te kampanie reklamowe były właśnie w czasie, gdy ceny były bardzo wysokie, a spółki giełdowe już dość mocno przewartościowane. Napływ kapitału do TFI sprawił, że do przewartościowanych spółek doszło jeszcze więcej kapitału. Każdy balon jak ma za dużo powietrza to pęka. Tak też się stało. Impulsem do tego były Stany Zjednoczone, wiszące widmo recesji (3), kryzys kredytowy oraz oznaki hamowania gospodarki. Jeżeli chodzi o Polskę, to nie ma jakoś mocno uzasadnionych powodów tych spadków. Bezrobocie powoli spada, podnosi się poziom życia, gospodarka się rozkręca, a dodatkowo na naszym rynku de facto jest bardzo niewiele kapitału amerykańskiego. Mimo tego indeksy giełdowe mocno spadły, jednostki udziałowe w funduszach inwestycyjnych także, pociągając za sobą oszczędności ludzi, którzy zainwestowali swoje oszczędności nie mając bladego pojęcia o tym, w co inwestują oraz jakie zasady obowiązują w tej formie inwestowania. Osoby, które nauczyły się korzystać ze swojego umysłu (czy to inwestorzy giełdowi, czy klienci TFI) dokupują walory. Osoby, które niestety tego nie potrafią, sprzedają wszystko, poddając się, celowej lub nie, manipulacji mediów. Pamiętać trzeba, że dopóki nie złoży się zlecenia odkupienia jednostek udziałowych w TFI, czyli mówiąc po ludzku - wycofa się swój kapitał z funduszu, wszystkie straty są na papierze i jeżeli się nic nie zrobi, to po jakimś czasie, strata zostanie nadrobiona, gdyż żadne spadki nie trwają wiecznie. Jeżeli natomiast wycofa się środki finansowe z funduszu, wtedy dopiero ponosi się realną stratę kapitału.
Duża wina za sytuację, jaka miała ostatnio miejsce są dziennikarze. Jest to niewątpliwie gorący temat więc trzeba jeszcze bardziej go podgrzać i podenerwować ludzi. W końcu media to 4 władza, a czasami i pierwsza. Społeczeństwo w dużym stopniu darzy zaufaniem dziennikarzy, mając nadzieje (niestety zgubną) iż ci mówią prawdę (czego się nie robi dla mocnego materiału i premii finansowej). Jednak w mediach jest wiele prawd. Słowem można świetnie manipulować szczególnie przez niedopowiedzenia. Można powiedzieć, że giełda spada i wiele osób straciło na tym dużo, ale raczej nikt nie mówi, że spadki czy też korekty są od zawsze i towarzyszą każdemu wzrostowi. Jest to zjawisko zupełnie normalne i powszechne. Niestety mówi się o nim dopiero wtedy, kiedy się pojawia. Dlaczego? A kto by wrzucił pieniądze do funduszu inwestycyjnego, jeżeli w reklamie byłoby, że może zarobić przez rok np. 40% lub stracić 30% ? Sądzę, że po samej reklamie - aż nikt. Nie jest chyba niczym dziwnym, że inwestując gdziekolwiek swoje pieniądze myślący człowiek powinien starać się dowiedzieć jak najwięcej o tej formie inwestycji i jak najlepiej ją zrozumieć. Nie byłoby wtedy takich niespodzianek. Gdyby Polacy byli narodem myślącym, media nie miałyby potrzeby do takich manipulacji - po prostu nie sprawdziłyby się, bo każdy by mógł momentalnie zidentyfikować nieścisłości i przy ich większej ilości po prostu zrezygnować z oglądania danej stacji tv, portalu internetowego, słuchania stacji radiowej czy czytania gazety. Dopóki nie zaczniemy myśleć, będziemy karmieni suchą papką, podawaną jako gorące tematy, naginaną do granic możliwości, aby wywrzeć na nas jak największe wrażenie.
Co do samej sytuacji na giełdzie opinii jest wiele. Słyszałem takie, iż do końca stycznia będzie już zielono, w lutym kolorowo, a w marcu ma znów tąpnąć. Inne opinie mówią, że już największe spadki są za nami i będziemy powoli szli w górę. Tak czy inaczej należy pamiętać, iż inwestycja (przynajmniej w funduszach inwestycyjnych) powinna być długoterminowa. Piszę o tym także w mojej książce. W długim terminie rynek zawsze rośnie i nawet okresowe spadki są bez problemu do nadrobienia. Niestety dużo ludzi nie ma o tym zielonego pojęcia, przez co popadają w panikę, wycofując się i realizując stratę. Cóż. Mogę im polecić jedynie przemyślenie sytuacji i dokształcenie się (choćby i poprzez moją książkę), aby świadomie inwestowali, nie dając się manipulacji mediów.
Na koniec coś na odsapnięcie... graficzka pokazująca to co dzieje się obecnie na giełdzie w sposób, w jaki moim zdaniem należy to odbierać.

Na koniec małe objaśnienie słów, dla osób nie do końca wtajemniczonych:
(1) "shorty na FUT'kach" - pozycje krótkie w kontraktach terminowych na indeksy giełdowe. Pozwalają one najprościej mówiąc zarabiać na spadkach indeksów typu Wig20. Jest to jeden z wielu instrumentów w jakie inwestują fundusze hedgingowe, potrafiące generować dodatkowe zyski w okresie, gdy tradycyjne fundusze akcyjne spadają.
(2) "drobnica" - w tekście rozumiani jako drobni inwestorzy zarówno giełdowi jak i osoby inwestujące w funduszach inwestycyjnych, którzy nie do końca rozumiejąc sytuację giełdową, dają sobą manipulować, działają pod wypływem impulsu, często płynącego z mediów.
(3) "recesja" - jest to zjawisko, polegające na zahamowaniu rozwoju gospodarczego danego państwa, które może skutkować nawet obniżeniem PKB

